Oferty specjalne

Rezerwacja online

Wycieczka do przeszłości

Takich miejsc w Polsce nie ma zbyt wiele. Przez wieki do znajdującego się w Trzebieszowicach koło Kłodzka Zamku na Skale przyjeżdżali odpoczywać i bawić się rosyjscy carowie i pruscy królowie. Dzisiaj w tych samych pokojach, w których oni mieszkali, zanocować może każdy.

Nie było to znowu tak dawno temu, gdy leżący w Kotlinie Kłodzkiej Lądek Zdrój był jednym z najbardziej popularnych uzdrowiska w Europie. Bijące tu od wieków ciepłe wody mineralne siarczkowo – fluorowe i siarczkowo  radonowe robią z ciałami kuracjuszy to, na czym każdemu zależy najbardziej odmładzają. Fachowo mówi się, że poprawiają wygląd skóry, oczyszczają organizm, obniżają poziom złego cholesterolu i przywracają wewnętrzną harmonię. W sumie każdy, kto spędzi w tutejszym basenach tydzień czy dwa, naprawdę poczuje się młodszy. Nic dziwnego, że do tego najstarszego uzdrowiska w Polsce (działało już XVIII wieku) od lat ciągną wszyscy, także możni tego świata. Pojawiał się tutaj car Rosji Aleksander I, regularnie zaglądali królowie pruscy, m.in. Fryderyk II Wielki i Wilhelm III. Gdy ten pierwszy przyjechał w sierpniu 1765 roku, władze uzdrowiska wpadły w popłoch, bo meble i firany w pokojach, w których król miał się zatrzymać, były mocno podniszczone. By władcy dobrze się mieszkało, całe wyposażenie wnętrz pożyczono ze znajdującego się kilka kilometrów dalej Zamku na Skale. Zamek w Trzebieszowicach przydał się także w 1813 roku, gdy do Lądka zjechał ze swoją rodziną Wilhelm III. Zażądał kąpieli ale i szukał miejsca, gdzie mógł wyprawić urodziny. W Lądku nie udało mu się niczego odpowiedniego znaleźć, urodziny wyprawił więc w Zamku na Sakle.

Czy to dzieła Muchy?
Już wtedy był on jedną z największych atrakcji Ziemi Kłodzkie. Zbudowany w XIII wieku, na skalistym brzegu rzeki Białej Lądeckiej, jako siedziba rycerska, trzysta lat później zaczął być przerabiany na renesansową siedzibę. Pierwszą część przebudowy ukończona w 1583 roku (o czym informuje dzisiaj kamienna tablica w zamkowym murze), potem jeszcze wiele razy zamek modernizowano, przebudowano, rozbudowywano.  Obecni właściciele przejęli go w 2004 roku. Rozpoczęli remont, którego głównym celem było jak najwierniejsze odtworzenie pierwotnego wyglądu obiektu. Dlatego Zamek na Skale to dzisiaj podróż przez wieki i style w sztuce i architekturze: od romańskiego po secesję. Najstarsza zachowana część budynku pełni w tej chwili rolę winiarni: z oryginalnymi kamiennymi ścianami i sklepieniami pamiętającymi dawny dwór rycerski. Z kolei dziedziniec jest renesansowy. Z tego okresu pochodzą też podcienia, jak i widoczne na wysokości pierwszego pietra tzw. boniowanie. Diamenty  -jak je nazwano – ukazały się dopiero wtedy , gdy zdjęto boazerię i grubą warstwę tynku. Prowadząca z dziedzińca na piętro klatka schodowa to przejście w inny styl: późnobarokowym. Wszystko jest tu w ciemnym drewnie, z licznymi zdobieniami. To dobry wstęp do tego, co można zobaczyć na piętrze. W głównej Sali konferencyjnej dominuje barok, największe jednak wrażenie robią dwie sale w stylu secesyjnym. Jedna jest pełna ozdób w stylu art deco, luster (nawet na suficie), a na balkon prowadzą z niej bogato zdobione drzwi. Do drugiej wszyscy zaglądają, by obejrzeć wyrzeźbiony w stylu art nouveau wizerunek kobiety, którego projekt miał wykonać Alfons Mucha. Kogo przedstawia? Mówi się, że to Neya, jedna z pań tego Zamku, dla której głowy traciło wielu miejscowych mężczyzn. Odrzucani, niechciani, wszyscy marnie kończyli na rosnącym nieopodal Zamku świerku kandelabrowym. Dzisiaj niebezpieczeństwa, że któryś z gości straci tu głowę, już nie ma, po przed rokiem drzewo padło, wyrwane przez wiatr. W ten sposób historia Neyi przestała ciążyć nad Zamkiem, a samo miejsce zostało odczarowane. Różnorodność stylów w Zamku nie przeszkadza. To zasługa projektantów, którzy stosując podczas renowacji odpowiedni dobór materiałów, detali, grając kolorami, byli w stanie zachować stylistyczną spójność zamkowych wnętrz. A przy okazji sprawić, że w całym Zamku panuje przytulna, ciepła atmosfera. Szczególnie dobrze odczuwa się ja na dziedzińcu, który przez XIX – wieczny szklany dach wpada miękkie , ciepłe światło.

Najpiękniejsze zostały ślady
Tutejsza atmosfera sprzyja zarówno rodzinnym urlopom, krótkim weekendowym wizytom, jak i organizowaniu konferencji i seminariów. Hotel jest bowiem na tyle duży, że nawet jeśli zjawi się tu sto osób, to i tak dzięki licznym zakamarkom, oddzielonym od siebie skrzydłom zamku czy ukrytej w piwnicach winiarni obecności tylu gości w ogóle się nie czuje. I bez trudu można znaleźć miejsce, w którym w zupełnej ciszy można siedzieć i patrzeć na przepływają obok zamku Białą Lądecka czy podziwiać zabytkowy park z dwustu- i trzystuletnimi drzewami.

Tu wszystko zdecydowało, że właśnie w Zamku na Skale spotkały się przebywające na Dolnym Śląsku uczestniczki konkursu Miss World 2006. Dla hotelu, który wówczas funkcjonował ledwie 5 miesięcy, wizyta najpiękniejszych kobiet świata była zarówno wielkim wydarzeniem, jak i wyróżnieniem. O tej wizycie do dzisiaj przypominają wiszące w Spa gipsowe odlewy dłoni uczestniczek Miss World. Ale nie tylko po to warto do Spa zajrzeć. W XVI wieku w tych samych pomieszczeniach znajdowały się zamkowe stajnie, a dzisiaj jest tu miejsce relaksu i odzyskiwania dobrego samopoczucia. Jest basen, jacuzzi, łaźnia parowa i kilka gabinetów, w których korzystać można z  zabiegów kosmetycznych i masaży. Albo dać się natrzeć solą i miodem lub czekoladą. Można też skorzystać z masaży antycellulitowych i modelujących czy zabiegów dotleniających, nawilżających i odżywiających skórę.

Mistrzowie grillowania

Wizytę w Spa, szczególnie na basenie, trzeba wziąć pod uwagę wtedy, gdy spędzi się trochę więcej czasu za stołem zamkowej restauracji. Bo skoro szefem kuchni jest tu mistrz świata w grillowaniu, Marek Mol, a jego ekipa to mistrzowie Polski w tej konkurencji, to na przystawce obiad z pewnością się nie skończy. Koniecznie trzeba zamówić polędwiczki wieprzowe, grillowane w świeżym rozmarynie z borowikami, danie, którym ekipa zamkowych kucharzy mistrzostwo Polski wywalczyła. Warto też spróbować ryb, zwłaszcza że pstrągi pochodzą z przepływającej obok rzeki, a uwędzone zostały w zamkowej wędzarni. Jednak o szczegóły ich przyrządzania nie ma się co dopytywać  - to jednak z tajemnic tutejszych kuchni.

Straszny Dwór ma dziedzińcu
Kuchnia mistrzów, wiele pamiętające zamkowe sale, oddychające historią pokoje, park z kilkusetletnimi drzewami, czyste powietrze, cisza, spokój mącony jedynie przez szum przepływającej rzeki – powodów, by przyjechać do Zamku na Skale, jest wiele. A do tego Hotel funkcjonuje także jako lokalne centrum kulturalne – tu odbywają się koncerty Lądeckiego Lata Muzycznego, występują artyści kabaretów, na dziedzińcu można oglądać (w skróconej wersji) spektakle Strasznego Dworu Moniuszki i Traviaty Verdiego z Teatru Wielkiego w Poznaniu. Odgrywane w naturalnej scenerii przedstawienia , na krużgankach i korytarzach, zyskują nowy wymiar, a publiczność okazje spotkania z operą na najwyższym poziomie. Zamek. Hotel. Sztuka. Przyroda. Wszystko to się przenika i łączy. I jeśli kogoś na przednówku łapie pozimowa chandra i chciałby poprawić sobie humor, naładować akumulatory, niech pomyśli o kilku dniach lub choćby weekendzie w Zamku na Skale. Z pewnością wyjdzie taniej niż korzystanie z porady psychoanalityka. I na pewno będzie dużo przyjemniej.

Krzysztof Wolny
Kwiecień 2008
Voyage